Między marcem a sierpniem Holendrzy przenieśli złoto z Nowego Jorku i Ottawy do Londynu. Mówimy o kruszcu wartym blisko 10 miliardów euro. Ale jest tu pewien zwrot akcji. Przez Atlantyk przewieziono tylko część sztabek. Większość złota sprzedano w Ameryce, a następnie odkupiono w Londynie. Dlaczego właśnie tam? Ponieważ Londyn jest największym centrum handlu fizycznym złotem. W razie kryzysu przechowywane tam sztabki można szybko sprzedać albo wykorzystać jako zabezpieczenie.
Holandia nie jest jedyna. Francja wycofała z Nowego Jorku ostatnie 129 ton swojego złota. Niemcy wcześniej sprowadziły do Frankfurtu 674 tony, chociaż ponad 1200 ton nadal trzymają w Stanach Zjednoczonych. Włosi posiadają trzecie największe rezerwy na świecie, ale ponad tysiąc ton ich złota wciąż spoczywa pod Manhattanem.
A Polska? NBP ma już ponad 640 ton złota. Według ostatnich szczegółowych danych około 195 ton przechowywaliśmy w Nowym Jorku, ponad 250 ton w Londynie, a tylko około 105 ton w kraju.
I może warto pamiętać, że Polska już raz przekonała się, co oznacza przechowywanie złota za granicą. Po wojnie nie odzyskaliśmy około 11 ton kruszcu zdeponowanego w Wielkiej Brytanii. Został on zaliczony na poczet kosztów poniesionych przez Brytyjczyków na polskie wojsko oraz polskich uchodźców. Polacy walczyli i ginęli u boku Brytyjczyków. Ale kiedy wojna się skończyła, rozpoczęło się podliczanie.
Czy zatem Polska również powinna sprowadzić więcej swojego złota?
Bo sojusze mogą być bezcenne. Rachunki za nie bywają jednak bardzo szczegółowe.