LASOCKI KOSTERA

artisan jewelry studio

back

Platyna: metal wyrzucany do rzek

Platyna: metal wyrzucany do rzek

Ten metal był kiedyś tak nielubiany, że wyrzucano go do rzek. Dziś noszą go na palcach miliony ludzi.

Kiedy hiszpańscy poszukiwacze płukali złoto w rzekach Kolumbii, co chwilę trafiali na ciężkie, szare ziarenka, których nie dało się stopić w żadnym ówczesnym piecu. Nazwali je pogardliwie platina, czyli „srebrko", i uznali za irytujący odpad. Szybko jednak spryciarze odkryli, że platyna ma gęstość zbliżoną do złota, więc można nią „dopychać" złote monety i sztabki bez zmiany wagi. Korona reagowała twardo: metal trzeba było oddzielać, a według przekazów urzędnicy kazali wyrzucać go z powrotem do rzek, żeby nie trafił w ręce fałszerzy. Krążyła też legenda, że platyna to „niedojrzałe złoto", które w rzece z czasem dojrzeje.

Ironia jest podwójna. Po pierwsze, rdzenni mieszkańcy wybrzeża dzisiejszej Kolumbii i Ekwadoru (kultura La Tolita) obrabiali platynę ponad tysiąc lat przed Hiszpanami, spiekając ją ze złotem w drobne ozdoby. Po drugie, zaledwie kilkadziesiąt lat po wyrzucaniu jej do rzek hiszpański król Karol III uczynił z platyny państwowy monopol, a w 1788 roku podarował papieżowi kielich wykonany z tego „bezwartościowego" metalu. Całe złoto wydobyte przez ludzkość zmieściłoby się w sześcianie o boku około 23 metrów. Platyna? W sześcianie o boku zaledwie 6,5 metra. Dziś doceniamy ją nie tylko za rzadkość, ale też za wyjątkowe właściwości — dlatego wykorzystuje się ją w biżuterii, medycynie i przemyśle. A przecież kiedyś uznawano ją za odpad i wyrzucano do rzek.